pod moje szekspirowskie oko poddaję słowo "wartościowy".
Ponieważ wiele osób zdaje się mówić, że większość ludzi są bezwartościowi, chcę wiedzieć, czy ci wartościowi na pewno tacy są.
Ta zdecydowana większość "bezwartościowych" to tzw stonka dla mnie. Stonka to taki pasożyt co włazi na pole i zżera Ci kartofle. W wielu miejscach, zwłaszcza turystycznych widać jak przechodzi tłum i po nim robi się taka cisza, głucha. Widzisz kadr z lasku, po prawej jakaś leśniczówka, obok niej wypchany kosz, a po lewej ławki, cisza, spokój, ćśśś, poszli, słychać tylko ptaki i co jakiś czas jakby ktoś nadepną na patyk, spada ubrudzony keczupem talerzyk, był grill, w ściółce przebłyskują żółte frytki, unosi się zapach utwardzanych tłuszczy, z lasu powoli wyglądają dziki. Oczywiście, aby zeżreć postonkowy zestaw. No dobrze, załóżmy, że ci ludzie nie mają wartości, może jakieś takie zwyczajne, podstawowe, pomogą komuś biednemu, puszczą staruszkę w autobusie czy inne dobre rzeczy.
Mój znajomy jest bardzo wartościowym człowiekiem: umie zainspirować ludzi, dba o siebie i innych, też pracowników, jest sprawiedliwy, obroni biednego przed mocniejszym, nie pcha się na kasę jak większość, ale zdradza. Świadomie lub nie, zdradza swoją babkę. Jakim jest więc wartościowym człowiekiem? Chociaż wszyscy twierdzą (i ja też), że jest wartościowy, to jednak nie jest. Ch*** nie wartość, jest jaki jest. Każdy z nas jest jaki jest i kropka.
Tak więc, określanie się jako człowiek wartościowy jest zbyt zobowiązujące i płytkie za razem. Wolę pozostać przy swoim "jestem jaka jestem", co wcale nie znaczy, że się nie zmienię :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz