ponoć dużo osób nie czyta książek. Ja ich rozumiem, bo czytanie bywa męczące i kiedy biorę książkę do łóżka, zasypiam czym prędzej. Co prawda, czytam sobie co nieco, może nawet więcej niż średnia, bo ta średnia to chyba jakieś pół książki rocznie, i bynajmniej nie noweli. No dobrze, czytam więcej niż mój sąsiad, co w ogóle nie czyta.
Przeczytałam o książce, która jest biodegradowalna i między słowami ma ziarenko jakiegoś drzewa.
Czyli możesz ją przeczytać i zakopać i wyrośnie z tego drzewo. Oczywiście zamiar jest taki: kupujesz książkę, czytasz ją i zakopujesz. Ona się rozkłada i powstaje z tego drzewo.
W sklepie podchodzi facet do lady i pyta "czy mogę poprosić tą z sosną, żona chciała mieć?"
Jestem przekonana, że gdyby tam były ziarna marichuany, książka byłaby dosyć krótka, ciekawa i byłby to kryminał, czytelnictwo by wzrosło. No i tania, bo w końcu przychodzi dresiarz do bibliotekarki i mówi
- chcę wypożyczyć książkę
- jaką? - odpytuje pani
- nie wiem
- a chciałby Pan z literatury ciężkiej czy lekkiej?
- może być ciężka, autem jestem
pytania odoboziu: czy można książkę trzymać na słońcu i w wilgoci? czy można ją pożyczyć i czy ktoś może znaleźć ziarno i czy wubuchnie? co, jeśli się okaże, że książka jest nudna, czy wyrośnie na niej nudne drzewo? czy trzeba podlewać książkę? Czy powinno się dawać książce kwas foliowy, który biorą kobiety w ciąży, bo to wtedy buduje kręgosłup dziecka, o dziwio nie moralny kręgosłup.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz