Gdybym zaczęła ten post od "kolejny dzień", można by mi zarzucić nudę.
Chcę polecić książkę i odwołać się do historii pewnej dziewczyny, która zbyt dosłownie jak wiele innych osób potraktowała poradnik.
Ta dziewczyna to totalna idiotka, przynajmniej będziemy mogli się o tym przekonać poniżej. Nie przyznam się, że to ja - byłaby to zbyt duża porażka i musiałabym zakończyć karierę pisarki raz na zawsze.
Książka "Dlaczego mężczyźni lubią zołzy" jest uważam, dobra.
Tutaj 2/3 inteligentnych ludzi zamyka stronę i nie lubi jej na fejsie, reszta zostaje i czyta.
Tak, ja też nie przepadam za tego rodzaju poradnikami. Ten poradnik jest jednak wyjątkowo lekki, przyjemny i po skończeniu, zaczęłam czytać go jeszcze raz.
Był to czas, kiedy ta dziewczyna z historii spotkała się z kimś, kogo obraz na podobieństwo boga był w jej głowie.
Stosowanie praktyczno teoretyczne z obrazem i wdrażanie tego w życie prawdziwe przyniosło odwrotny skutek.
Pierwsza technika z książki skończyła nie tylko znajomość, ale wywołała burzę w mózgu kończąc to totalnym fiaskiem.
Morał? Mam sporo morałów, ale prawdziwy morał jest wtedy, gdy go stosujemy. Mi na widok tego właśnie mężczyzny nadal będą miękły nogi, więc nadal nie jest to morał.
Chociaż pewnie tego mężczyzny już nie spotkam nigdy w życiu.
A teraz, kobiety, niezależne, piękne rulllezzzzzzz
Książkę można wyguglać sobie.
Jest jeszcze jedna (właśnie się dowiedziałam), coś o ślubie. Ale to innym razem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz