niedziela, 6 grudnia 2015

kto płacze, palec pod budkę

Podejście do śmierci i traktowanie sympatii na poważnie to jakiś absurd.

Życie jest przerwą w śmierci. Jeśli ktoś umiera, to go nie ma. Cierpią ludzie, którzy zostali z tym na ziemi. Skoro ktoś umiera, znaczy się, odchodzi (czasami w nielogiczny i niezrozumiały dla nas sposób), ale przestaje się droczyć tu na ziemi, spełnia jakąś swoją misję i go nie ma.
Był chłop
nie ma chłopa.
i chuj

Rozumiem żal, rozumiem, że i ja będę płakać jak mi się najbliżsi wykruszą, nawet ten sąsiad z góry, który tak głośno kicha, że dziwię się, że mu mordy nie urwało. Po co jednak przeżywać czyjąś śmierć i czuć się w obowiązku zorganizowania stypy dla osób wypełnionych żalem i smutkiem.

Na bezludnej wyspie rozbił się samolot. Było w nim 30 facetów i jedna babka.
Po miesiącu babka popełniła samobójstwo mówiąc "dość tych świństw"
Po miesiącu faceci zakopali babkę mówiąc "dość tych świństw"
Po miesiącu faceci odkopali tą babkę mówiąc "dość tych świństw"



Dzisiaj wieje jak cholera zaraz idę biegać. Strzeliłam sobie podwójne espresso, żeby się lepiej biegło.
Pierwszy odcinek mam z górki, ale rozgrzeję się, w przeciwieństwie do roweru. Tzn rower ze mną nie biegnie, ani co logiczniejsze, nie jedzie. Ja na nim też nie. Tylko bieg.

Więc po co martwić się, że ktoś umarł? On już nie musi biegać w wietrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz