Mój dzień zaczął się jak typowy dzień sopociaka. Rano strzał w twarz od sąsiadki, u której pomyłkowo listonosz zostawił awizo.
Najwyraźniej więcej trzeba mieć, albo niewiele, aby nie zorientować się, że klatka D to nie klatka C.
O 10:30 dzwonić do ludzi? Czy zdajesz sobie sprawę, sąsiadko, jak stare domofony budzą cały pion?
No i dzisiaj na tablicy u mnie taki temat jak ocenianie ludzi i to, że nasz umysł wprowadza nas w niezłe machlojki, manupuluje nami, a my się dajemy.
Wystarczy wziąć książkę Howkinsa mojego ukochanego, aby dojść, ach! do wniosku, że robisz się sam w chuja.
I tak w przeciągu pół godzin przeszła mi moja straszna choroba.
Ojej, i teraz nie mogę mieć wybaczone za bałagan w domu.
<kaszel>
i jeszcze raz <kaszel>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz